Remont
Dziewięć miesięcy pracy. Pod czterema warstwami farby na pierwszym piętrze znaleźliśmy fresk z 1901 roku — dziś od niego bierze nazwę Sala Fresk.
Strona główna / O nas
Otworzyliśmy się w marcu 2019 roku w parterze kamienicy z 1903 roku, w miejscu dawnego sklepu kolonialnego. Przez 7 lat obsłużyliśmy 43 000 gości i wydaliśmy 118 000 dań. Nadal gotuje ten sam zespół, który zaczynał.
Nie udajemy Włoch. Nie wieszamy na ścianach flag, nie puszczamy tarantelli i nie mówimy do gości „ciao”. Robimy to, co z włoskiej kuchni najtrudniejsze i najprostsze jednocześnie: dobre składniki, krótka lista w każdym daniu i technika, której nie widać na talerzu.
Makaron powstaje na miejscu — 6 rodzajów dziennie, 60 kilogramów tygodniowo. Ragù dusi się sześć godzin, policzki siedem. Pomidory kupujemy w Zielonej Dolinie pod Wrocławiem, oliwę sprowadzamy z jednej tłoczni w Umbrii, do której Kamil Ostrowski jeździ raz w roku.
Karta ma 47 pozycji i zmienia się cztery razy w roku. Gdyby miała ich sto, połowa musiałaby przyjechać mrożona — a wtedy nie byłoby o czym rozmawiać.
Zaczynał w kuchni hotelowej we Wrocławiu, potem cztery lata w Bolonii i Modenie — w tym dwa w rodzinnej trattorii, gdzie, jak mówi, nauczył się głównie tego, czego nie wolno robić z makaronem.
Wrócił w 2018 roku z pomysłem na miejsce, w którym ciasto wałkuje się rano, a nie odmraża wieczorem. Rok później otworzyliśmy Briloxeta. Kamil stoi na kuchni pięć dni w tygodniu i osobiście prowadzi kolacje degustacyjne w ostatnie wtorki miesiąca.
Wszystko inne — karta, wystrój, godziny — może się zmienić i przez 7 lata zmieniało się wielokrotnie. Te cztery zostają.
Jeśli w lutym nie ma dobrych pomidorów, w karcie nie ma dania z pomidorami. Wracamy do niego w lipcu, kiedy przyjadą z Zielonej Doliny.
Poza lodami i rosołem na kości. Makaron, ryba, mięso i warzywa przychodzą świeże — pięć dostaw w tygodniu.
To, co widzicie w karcie, płacicie na rachunku. Bez dopłaty za nakrycie, bez obowiązkowego napiwku, bez „ceny sezonowej” dopisanej ręcznie.
Cały zespół ma jeden pewny dzień w tygodniu. Dlatego jesteśmy nieczynni w poniedziałki — i dlatego pracują tu ci sami ludzie od lat.
Kamienica przy Włodkowica przetrwała wojnę z uszkodzonym dachem i pustym parterem. Sklep kolonialny działał tu do lat pięćdziesiątych, potem był magazyn, pralnia i biuro projektowe.
Dziewięć miesięcy pracy. Pod czterema warstwami farby na pierwszym piętrze znaleźliśmy fresk z 1901 roku — dziś od niego bierze nazwę Sala Fresk.
Marzec, dwadzieścia dwa stoliki, karta na jednej kartce i osiem osób w zespole. Piec dębowy stanął dwa tygodnie przed pierwszym gościem.
Uprzątnęliśmy podwórze, zostawiliśmy dwa kasztanowce i dostawiliśmy 38 miejsc. Od maja do września to najchętniej rezerwowana część restauracji.
Przebudowa wejścia i sześć metrów dębowego blatu. Zaczęliśmy od siedmiu amari, dziś na półce stoi 34.
Piwnica po składzie wina zmieniła się w wieczorny salon z 4 stołami. Czynny od czwartku do soboty, dla gości powyżej 18. roku życia.
Strefa rozrywki74 miejsc w Sali Oranżeria, 38 w Ogrodzie Kasztanowym, 60 w Sali Fresk. Dwadzieścia jeden osób w zespole, z czego pięć od pierwszego dnia.
Jesteśmy w kwartale między synagogą Pod Białym Bocianem, kościołem św. Antoniego i cerkwią przy Św. Mikołaja. To najspokojniejsza część centrum — z Rynku sześć minut, a wieczorem słychać tu własną rozmowę.
Najbliższy przystanek tramwajowy to plac Solny, cztery minuty piechotą. Parking podziemny przy Kazimierza Wielkiego jest o dwie przecznice. W podwórzu mamy pięć miejsc dla gości — dostępne po wcześniejszym zgłoszeniu przy rezerwacji.
Wybierz kategorie, na które wyrażasz zgodę. Odrzucenie plików opcjonalnych nie ogranicza dostępu do żadnej treści serwisu.
Potrzebne do działania serwisu: nawigacja, formularz rezerwacji, zapamiętanie Twojej decyzji o plikach cookie. Zawsze aktywne.
Pokazują nam zbiorczo, z których podstron korzystają goście i które strony ładują się wolno. Dane mają charakter statystyczny.
Pozwalają dopasować informacje o karcie sezonowej i wydarzeniach oraz zmierzyć skuteczność naszych kampanii.